Mój ogród

mój ogród

Jest koniec maja. Więc się wzięłam za porządki w ogrodzie. Choć puryści twierdzą, że należy to robić dwa miesiące wcześniej, ale myślę że to zdecydowana przesada…

Jak powszechnie wiadomo, koszenie trawy jest jedną z tych czynności, które przynoszą natychmiastowy, widoczny efekt. Podobnie jest z rąbaniem drewna albo pastowaniem butów, tylko odpowiednio przy pierwszym można się umęczyć ale nie pachnie, a przy drugim odwrotnie. Za to koszenie to trzy w jednym: widać, czuć w mięśniach i w nozdrzach.

Bransoleta "Patyki"

Tak myślę, że mniej więcej w ten sposób wygląda mój ogród... Bransoleta: "Patyki"

Tak więc siedzę sobie przy otwartym tarasie (i otwartym piwku), skoszone zielsko pachnie cudownie, wyciągam zza stanika resztki szyszek i dochodzę do wniosku, że mój ogród od dawna żyje własnym życiem. Oznacza to kosmiczną ilość szyszek, patyków i mchu, poprzerastaną tym czymś zielonym co właśnie skosiłam, a co na pewno nie jest trawą. Choć pachnie jak Pan Bóg przykazał. Wygląda na to, że piękną zieleń to ja umiem zrobić, ale niestety nie w ogrodzie :-)

Bransoleta "Zielona Łąka"

Tutaj chyba zapatrzyłam się na ogród sąsiadów... Bransoleta: "Zielona Łąka"

 

Z tą zielenią to dość dziwnie jest. Bo to kolor do obróbki i komponowania dość trudny. Matka Natura robiła dość dużo eksperymentów z tworzeniem różnych gatunków zielonego, kłopot w tym, że nie wszystkie do siebie pasują. A raczej mało które do siebie pasują (zestawcie sobie khaki z zielonym groszkiem i już będzie wiadomo o czym mówię…). I choć zazwyczaj uwielbiam przełamywać schematy i być na przekór zasadom, tak z zielonym buźka w ciup, rączki w małżyk i z pokorą łączę tylko te zielenie, które się grzecznie komponują. Nie wiem tylko, jak ta skubana Matka Natura sobie z tym zielonym radzi…

Biżuteria dostępna w sklepie on-line

Pierścień "Bardzo zielony"

Albo tak po prostu zielono na dłoni... Pierścień: "Bardzo Zielony"

Bransoleta "Fiołki na łące"

A mogłoby na przykład być tak fiołkowo... Bransoleta: "Fiołki na Łące"

 

 

 

 

 

 

 

 

 

paprocie

Paprocie w szale koszenia udało mi się oszczędzić. One są jak krokodyle - przetrwały od czasów dinozaurów, szlag ich nie trafił od meteorytu, to i kosiarka im nie straszna.

Komentarz wpisz tutaj: