Noc Młodych Zdolnych – czyli na Pragę podróż sentymentalna

Noc Młodych Zdolnych - Co ja narobiłam?

Warszawska Praga to dla mnie specjalne miejsce. Tu się wychowałam. Targi Nocy Młodych Zdolnych – klimatyczna impreza modowa w której właśnie wzięłam udział odbyły się właśnie tu.

Zanim przyjechałam na miejsce żeby przygotować stoisko nie odmówiłam sobie wycieczki poprzez znajome miejsca. Dawno tu nie byłam. Mój dom na Wileńskiej został zburzony i w jego miejsce wciśnięto nowy budynek, tzw. plombę. Niezwykłe jest to, że sąsiadujące budynki wyglądają całkiem tak samo jak wtedy gdy byłam mała. Ściany noszą ślady kul, czerwone i szare mury nadal rozpadają się po kawałku a budynki prawdopodobnie nadal nie mają centralnego ogrzewania…

Zwróć uwagę na tabliczkę z numerem… Nowa Praga… To jest bardzo stara Praga, dla której zatrzymał się czas. Niesamowite jest to, że warzywniaki, spożywczaki i nawet księgarnia na Stalowej są ciągle w tym samym miejscu, gdzie były 40 lat temu. Dla mnie to miłe – obudziło masę wspomnień, ale serce mi się ściska na myśl w jakich warunkach żyją tam mieszkańcy.

Uświadomiłam sobie, że wiele się nauczyłam gdy tu mieszkałam. Bo Praga uczy. Instynktu samozachowawczego, czujności, wychwytywania najwcześniejszych oznak nadchodzącego niebezpieczeństwa. Tego jak zniknąć, albo jak być większym niż się jest na prawdę.

Kiedy zaparkowałam samochód i poszłam się przejść – przemknęło mi przez głowę, czy jak wrócę to jeszcze będzie tu stał… Bo na Pradze nie musisz się niczego obawiać, jeśli nic nie masz. Ale kiedy coś posiadasz – musisz zająć się pilnowaniem tego. Interesujące, nieprawdaż?

Myślę, że to właśnie mieszkając tutaj nauczyłam się robić coś z niczego. Wszyscy to umieliśmy! Rzeczywistość mimo szarości była kolorowa, obfitość zabawy mimo braku zabawek była powalająca, zabawy niebezpieczne a wyobraźnia wybujała.

A ja znów się tu znalazłam…

Targi Nocy Młodych Zdolnych tej edycji zorganizowano w budynku po starej piekarni, w miejscu które nazywa się Wypieki Kultury – niedaleko rozpadającej się opuszczonej fabryki Polleny, gdzie kiedyś przez pękniętą szybkę oglądałam z wypiekami na twarzy jadące taśmą słoiczki.

Jak na praskie klimaty przystało – naszym (projektantów) zadaniem było stworzyć swoje stoiska z niczego. Nic stanowiły drewniane palety oraz skrzynie po karabinach przytaszczone w dużych ilościach z jednostki wojskowej. Zabawa przednia, efekt wystrzałowy!

 

 

 

 

Komentarz wpisz tutaj: